
equus_2010
- 24th June 2011
Mam dziś wolny dzień i chwilowo jestem sam w domu i zapragnęło mi się coś tutaj wpisać. Świat się strasznie zmienia. Wchodzę sobie na stronę Apple'a. Kiedyś często wchodziłem i się zachwycałem. Dzisiaj nie zachwycam się może tyle samymi produktami, co ich marketingiem. Mam od jakiegoś czasu problem z blogiem o tyle, że czasem nawet bym coś napisał, ale potem stwierdzam, że to się w zasadzie nie nadaje do publikacji (często używane przeze mnie słowo w kontekście zawodowym). Inna rzecz, że bloguje się najlepiej samemu, a ostatnio prawie nigdy nie jestem sam, zupełnie inaczej niż kiedyś. Popełniłem zamówienie płyt na Amazonie. I kupiłem jedną w Saturnie w Złotych Tarasach, "Folklore" Nelly Furtado. Są tam trzy utwory, które bardzo lubię. Za 19,90 kompletnie nie mogłem się oprzeć i zupełnie nie żałuję, wtedy (2003... omg, czuję się staro...) Nelly była jeszcze fajna i nie merdała cyckami i nie przyjaźniła się z mega-tandetnymi producentami, żeby się spodobać. Nie wiem, co dziewczynie potem odbiło. A, no i samochód. Mamy samochód. Nie spodziewałem się, że to będzie taka duża zmiana w organizacji życia, niesamowite. Jak miło jest się tak zatrzymać. Jak odpocznę, chcę biec dalej, ale takie zatrzymanie daje okazję do docenienia wszystkiego, co powstaje. Żyjemy w bardzo zabawnych czasach, może ja czytam złe blogi (dalej czytuję regularnie, chociaż coraz mniej czytam blogów stricte osobistych), ale bardzo się boję o przyszłość, świat zmierza ku bardzo dziwnym rzeczom i bardzo zastanawia mnie moje życie za 20 lat. Moja korporacja jest zabawna, program, w którym pracuję, jest zabawny. Dowiaduję się ciekawych rzeczy o biznesie w wymiarze globalnym - np. że pomimo usilnych starań uporządkowania tej masy ludzi i procesów, bardzo łatwa wkrada się totalny chaos. I nigdy nie wiadomo skąd nadejdzie uderzenie chaosu. Na przeogromne szczęście nie jest to u mnie związane ze stresem, pracuję w mega-wyluzowanym środowisku. Czasem się zastanawiam, czy miałoby jakikolwiek sens zarabiać więcej, ale totalnie się wszystkim stresować i tracić zdrowie - tego się nie kupi. Mam w swoim otoczeniu osobę, która przez 5 lat zarobiła więcej niż wcześniej przez 15, ale to tak bardzo odbiło się na organizmie, że to widać gołymi oczami. Nie zarabiam mało, nie zarabiam dużo, jak na Warszawę mogłoby być więcej, ale każdy zawsze chcę więcej. Teraz kręci kupowanie mnie Levi'sów na Allegro, z nieodłącznym ryzykiem tego, że spodnie mogą nie pasować. Na następnym etapie kupowałbym je pewnie w sklepie, wydając tak na oko 6 razy więcej. Na jeszcze następnym kupowałbym Evisu, być może specjalnie robiąc od czasu do czasu wypad na Savile Row do ich jedynego własnego londyńskiego sklepu, wtedy wydawałbym jeszcze 2 razy więcej pieniędzy niż na drugim etapie. Pieniądze zawsze da się wydać, nie ma jakichś wielkich ograniczeń. Więc czy jest sens zarabiać więcej i więcej? Najważniejsze to zaspokoić poczucie bezpieczeństwa, a ono w dużej mierze związane jest z zupełnie innymi rzeczami niż pieniądze. Muszę posprzątać. Miło było znów odwiedzić bloga. Nie wiem, kiedy będzie następny raz. ;)
PS. Jestem materialistą. Z wiekiem (mówi 27-latek) zaczynam się godzić z faktem, że bardzo bardzo jestem materialistą.